Najlepszy, przełomowy, jedyny w swoim rodzaju. Trzecia edycja Boogie Brain przyciągnęła najwięcej festiwalowiczów i pod względem oferty muzycznej była najbardziej dopracowana. Choć tradycyjnie nie obyło się bez deszczu, to padał na szczęście tylko pierwszego dnia i nie zdołał pokonać energii, która 23 i 24 lipca emanowała z Łasztowni. (na zdjęciu: Zed Bias, fot. Tomasz Radzki)
Przez dwa dni festiwalu zaprezentowało się dwudziestu trzech wykonawców. Występ każdego moglibyśmy opisać z pozycji kolan, poświęcając na to spory elaborat, zaś wszystko możemy podsumować jednym słowem – dziękujemy! Dziękujemy Pol_On za to, że pięknie rozpoczęli festiwal grając dla dopiero gęstniejącego tłumu. Podobnie ciężka rola przypadła My Head Is Dubby, ale ci którzy bawili się podczas ich setu są dowodem, że było świetnie. Po Pol_On scenę ze swoim zwiewnym disco przejął Maximilian Skiba, by ustąpić pola genialnej basowej poezji krakowskiej Supra1. To były piękne chwile i choć akurat rozpadało się na amen, nikt nie oszczędzał się w tańcu. Chwilę później nastąpiła kulminacja – ale nie złej pogody – tylko świetnej atmosfery. Na scenie pojawiła się ona – kobieta, która w pełni zasłużyła na miano jakie nosi – Ms Dynamite. Rap, śpiew, taniec, zabawa, kontakt z publicznością, idealne zgranie z didżejem i bangery, bangery, bangery. "Wile Out", "Get Low", "What U Talkin’ About" porwały tłum do zabawy, którą idealnie sterował Dj Three. Ani przez chwilę mniej zabawowo nie było podczas setów Catz’n’Dogz i Jacka Sienkiewicza, którzy na "Laif Stage" grali do samego rana. W tym czasie przed autobusem Red Bulla tłum szalał podczas koncertu Łony & The Pimps – na scenę leciały staniki i inne części damskiej garderoby, potem publiczność oczarowała Maria Peszek (garderoba leciała w drugą stronę?) i bracia Waglewscy – Fisz i Emade. Szczecinianie wyrazili swoją miłość do redbullowych gwiazd wspierając ich śpiewem podczas każdego utworu. (na zdjęciu: Ms Dynamite, fot. Łukasz Szełemej)
W sobotę wszyscy czekali na starcie tytanów – konfrontację dźwięków pochodzących z europejskiego matecznika miejskiej muzyki – Londynu i Berlina. Najpierw na scenie UK nastrój zbudowali warszawiacy z Innocent Sorcerers z niezwykle eklektyczną ofertą muzyczną – przepełnionym soulowym wdziękiem energetycznym afro-brokenbeatowym setem. Po nich zainstalował się czołowy didżej rozgłośni BBC 1Xtra – Benji B, by od delikatnego house i electro gładko przejść do bassline'owych wycieczek, które później perfekcyjnie kontynuował MJ Cole. Jego set był najbardziej energetyczny ze wszystkich tego wieczora na UK stage. Mistrz, autor "Sincere" i "Crazy Love", które mimo dekady nic się nie zestarzały, świetnie bawił się przy swoim MacBooku gromadząc przed sceną największy tłum. Nie mniejszy entuzjazm wywołał Zed Bias wraz z MC Foxem. Każdy spragniony głębokich basów i dubstepu musiał wyjść stamtąd zadowolony, zaś ci, którzy wątpili w moc drumandbassu zostali oczarowani setem Marcusa Intalex'a. Przekrój przez połamane, atmosferyczne beaty z wokalizami niezwykle sympatycznego MC Fatsa, który wystąpił w koszulce Boogie Brain własnej roboty (!) pozwolił wątpiącym na nowo uwierzyć w siłę tej muzyki. Noc zamknął set Actress - najbardziej enigmatyczny i niezwykle hipnotyzujący. (na zdjęciu: MC Fats, fot. Tomasz Radzki)
Fani sceny berlińskiej szaleli po drugiej stronie Nabrzeża Starówka. Tam szamańskie modły odprawiło Jahcoozi, (co też tam wyprawiała wokalistka, niech żałują ci, którzy nie widzieli), którzy rewelacyjnie dopełnili swój koncert wyjątkową aranżacją "Close To Me" The Cure. W podróż do Detroit zabrali Henrik Schwarz oraz Shed, pomiędzy których idealnie wpasował się Dixon z miękkim deep house’owym materiałem. (na zdjęciu: Sasha Perera z Jahcoozi, fot. Tomasz Radzki)Copyright © 2009 - Wszelkie prawa zastrzeżone