Wszystko idealnie się udało. Unikatowy w skali kraju, jak i świata, sobotni koncert na Betonowcu zgromadził według szacunków służb porządkowych około tysiąca głodnych wysokiej kultury odbiorców na ponad dwustu jednostkach pływających. Na miejsce dopłynęły statki wycieczkowe, oldtimery, prywatne łodzie, żaglówki. Wysłuchano świetnej muzyki w wykonaniu Antoniego Gralaka i Dariusza Makaruka, by potem ten las masztów rozpłynął się, każdy w swoją stronę.
Organizator koncertu - Stowarzyszenie Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych "Boogie Brain" - zapewnił dwa polskie statki wycieczkowe i trzy niemieckie oldtimery dla mieszkańców Szczecina, którzy nie posiadali własnych łodzi. Dla tych osób wyprawa rozpoczęła się o godz. 21 na szczecińskim nabrzeżu. Statki zgromadziły komplet uczestników, w sumie ponad 400 osób. Na MS "Joannie" tuż po odbiciu od brzegu rozpoczęła się świetna impreza przy delikatnych dźwiękach tanecznej muzyki serwowanej przed dj’ów Jazzmixa i Mitcha z Berlina. Chwilę później od nabrzeża odbiły MS „Dziewanna” (tam podróż umilali dj Mario oraz Benn The Ball) i trzy niemieckie oldtimery. W korowodzie uczestniczył również najstarszy lodołamacz świata - "Kuna" z Gorzowa Wielkopolskiego.
Jednak to nie muzyka przykuła najpierw uwagę pasażerów. Fascynująca była trasa na betonowiec i możliwość oglądania okolic Szczecina z innej perspektywy. Korowód jednostek po ominięciu części portowej, przepłynął Świętą i Lubczyńskim Nurtem w kierunku Jeziora Dąbie. Krajobraz Świętej niejedną osobę wprawił w zachwyt. W miarę dopływania do miejsca zakotwiczenia pojawiało się coraz więcej świateł prywatnych jednostek. Widok był piorunujący, a cudowną atmosferę, jaka tworzyła się przy wraku statku, dodatkowo wzmacniał blask księżyca na bezchmurnym niebie. Pogoda była wyjątkowo łaskawa. Przez prawie całą sobotę chmury spowijały niebo, co chwilę niosąc opady deszczu, ale tuż po godz. 20 pogoda stała się wręcz idealna, bez wiatru i opadów.
Po godz. 23 z betonowca rozległy się hipnotyczne, jazzowo-elektroniczne dźwięki. Trąbka Gralaka romansowała z drum’n’bassowymi podkładami generowanymi przez Makaruka, by później zderzyć się z transowymi, tanecznymi wręcz rytmami. Dodatkową atrakcją był fire show w wykonaniu teatralnej grupy "Inko Gni To", którego aktorzy w sposób finezyjny żonglowali pochodniami i ognistymi wachlarzami. - Czegoś takiego jeszcze w życiu nie przeżyłem. A przecież nie jestem młodzieniaszkiem - mówił po koncercie Gralak. Sekundował mu Makaruk: - Nie ma dwóch zdań, dla artysty to największe szczęście uczestniczyć w takich wydarzeniach artystycznych. Trąbka Gralaka i elektronika Makaruka stworzyły z otoczeniem symbiotyczny organizm rezonujący muzyką i dobrą energią. Światła sceniczne, szperacze, te umieszczone na masztach, bijące z większych jednostek, migające w różnych kolorach alarmowe światła łodzi kilku rodzajów służb, poświata księżycowa – wszystko to tworzyło niebywałą scenerię.
Koncert na betonowcu skończył się kilkanaście minut po północy. Przez dłuższy czas publiczność w entuzjastyczny sposób dziękowała artystom za niepowtarzalne chwile. Kiedy maszty prywatnych jachtów rozpływały się w nocnej otchłani Jeziora Dąbie, a parkiety wycieczkowych statków znów zmieniły się w najlepszą tej nocy imprezę w Szczecinie. Trasa powrotna na nabrzeża wyglądała nieco inaczej i prowadziła stale rzeką Odrą. Dzięki temu można było podziwiać ogromną szczecińską zabudowę portowo-stoczniową.Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Copyright © 2009 - Wszelkie prawa zastrzeżone